List do moich wyimaginowanych dzieci
Drogi Niewidzialny Synu i Nieistniejąca Córko,
Spójrz. Nie jestem pewna, czy się do tego nadaję. Powiem to od razu na wstępie. Kiedy byłem małym dzieckiem i dowiedziałem się, skąd się biorą dzieci, powiedziałem do mamy: "Nigdy nie wypchnę arbuza z mojej cipki!". Zaśmiała się śmiechem, który mówił: "Zmienisz zdanie, gdy będziesz starsza". Jak na razie nie zmieniłam. Mam 32 lata.
Powód, dla którego piszę do Ciebie teraz jest prosty - kiedy będę starsza (a konkretnie, kiedy będę w wieku mojej mamy), chcę mieć dorosłe dzieci. Chcę siedzieć u wezgłowia stołu i mieć moje dorosłe, wspaniałe potomstwo, które poda mi tort urodzinowy i powie, że nie wyglądam ani dnia dłużej niż 10 lat młodsza niż jestem w rzeczywistości. Chcę jeść niedzielny brunch z Tobą, Córko, i widzieć, jak moje nawyki odtwarzają się w Twoich dłoniach, jak wyraz mojej twarzy odbija się echem w Twoim głosie. Chcę, żebyś Ty, Synu, pomógł mi zasadzić kwiaty na skrawku ziemi przed domem, bo wiesz, że mam czarny kciuk, ale nadal chcę mieć piękno wokół siebie.
Muszę zacząć szybko, jeśli chcę was mieć później. Przyszła Ja jest już w Tobie zakochana, zatapiając się w naszej wspólnej egzystencji jak zużyty leżak. Przyszła Ja również całkowicie posiwiała i wygląda bajecznie, trochę jak Ellen Burstyn, ale z garderobą jak Diane Keaton i głosem jak Kathleen Turner. Przyszła Ja jest pewna, ponad wszelką wątpliwość, że to - odnalezienie cię, sprowadzenie do domu - było właściwym posunięciem. Ale Teraźniejsza Ja wciąż się waha. I proszę cię, żebyś wybaczył nam obojgu.
W tej chwili wiem, że nie mogę zrobić tego sama. Wiem, że dla mnie wasza dwójka może pojawić się dopiero wtedy, gdy będę miała partnera, kogoś, na kim będę mogła oprzeć cały swój ciężar bez obawy, że upadnie. Wiem, że bez silnego instynktu macierzyńskiego, działającego we mnie jak nieubłagany silnik, będę potrzebowała kogoś innego do dzielenia się wysiłkiem. Nie dam rady wjechać pod górę tylko z własnym bezwładem. Zazdroszczę kobietom, które mają taką siłę.
Boję się i jestem prawie całkowicie pewna, że brakuje mi genu mamusi, ale jest całkiem możliwe, że nabycie kogoś z genem tatusia (czy istnieje coś takiego?) może pomóc mi poskładać coś do kupy, coś, co może przypominać pielęgnację. Mam wiarę, że w końcu go znajdę - w niektóre dni bardziej niż w inne. Wiesz, jak to jest.
Wiem też, że choć uwielbiam moją rutynę, moje względnie stabilne życie, to wciąż dręczy mnie ten ciągły niepokój. Pewnego razu pojechałam do Kanady, bo miałam na to ochotę. Czasami przekarmiam kota i nie wracam do domu. Spędzam swój wolny czas samotnie, pławiąc się w samotności, pisząc lub czytając, albo pławiąc się w basenie melancholii bez żadnego powodu. Uwielbiam to. Jestem strasznym egoistą - mogę sobie na to pozwolić.
Ciężko będzie zrezygnować z ciszy. Ciężko będzie zrezygnować z mojej przestrzeni psychicznej na rzecz twoich potrzeb i pragnień. Nie jestem gotowa na żadne z tych ustępstw, a Ty zasługujesz na absolutnie nic mniej. Obiecuję, że dojdę do tego. Ale mogę się poślizgnąć. Mogę zapomnieć, kiedy już tu będziesz, że nie poruszam się już po tym świecie sam, i mogę się złościć, że cały czas mnie potrzebujesz. Wybacz mi, kiedy to się stanie. To prawie na pewno się stanie. Często.
Przepraszam, że nie jestem jeszcze na ciebie gotowa. Przepraszam, że jestem samotna i znudzona, i że mój instynkt macierzyński jest tak pobudzony jak ręczna ubijaczka do jajek. Przepraszam, że przez jakiś czas po twoim przyjściu będzie mi trudno się do tego dostosować. Przepraszam za to, jak bardzo bywam humorzasta, jak źle ukrywam swoje uczucia zazdrości i obrzydzenia, jak nie potrafię dochować tajemnicy, by ocalić swoje życie, jak niepotrzebnie upiększam swoje historie, jak staję się upierdliwa i pstrykam, gdy przekroczę swój limit interakcji społecznych, jak się ociągam, jak niecierpliwa potrafię być, jak nadąsana, sprawiedliwa i obsesyjna.
Przykro mi, że tylko dlatego, że Przyszła Ja ma jasną wizję swojego życia, Obecna Ja będzie twoją matką. Przysięgam na Boga, że zrobię wszystko, co w mojej mocy. I w pełni spodziewam się, że w wiele dni, to co robię nie będzie wystarczająco dobre. Obiecuję też, że będą dobre chwile. Że nauczę Cię miłości, głupoty i przebaczenia. Że pomogę Ci z dręczycielami, depresją, ubieraniem się stosownie do wieku, zachowaniem na koncertach rockowych, kreatywnym przeklinaniem, piciem, flirtowaniem, nienawiścią do siebie, błyszczykiem do ust, Davidem Sedarisem i ironią.
Im dłużej piszę ten list do Ciebie, ten psychiczny list z przeprosinami, tym bardziej brzmi on jak list nienawiści do samej siebie. Listem potępienia, osądzającą, skrzeczącą częścią mnie, która potwierdza to, co przez lata próbowałam wymazać: nigdy nie będę wystarczająco dobra. Prawda jest taka, że mam wrażenie, że tak wiele osób jest ode mnie lepszych w prawie wszystkim. Ale lepszy to po prostu inny z gównianym nastawieniem. Jezu, nie jestem jeszcze nawet twoją matką, a już czuję się nieadekwatna w porównaniu z innymi matkami, z którymi jeszcze się nie zetknęłam.
Dlaczego po prostu nie powiem sobie tego, co powiedziałabym wam dwóm, gdybyście przyszły do mnie, czując się do dupy i nie dość dobre? Każdy jest dobry w innych rzeczach. Ktoś sławny powiedział kiedyś, że porównywanie jest złodziejem radości, więc pogódź się z tym i idź i bądź dobra w czymś sama, bez tworzenia wyimaginowanego konkursu, który na pewno przegrasz. Jesteś nie tylko wystarczająco dobry, jesteś więcej niż wszechświat kiedykolwiek marzył. Trzymaj oczy z dala od konkurencji, ponieważ gra jest fałszywa i nie ma mety, a każdy dzień, w którym po prostu pojawiasz się w swoim życiu, jest epickim, pokrytym brokatem, wybuchowym, oświetlonym neonami zwycięstwem.
Czy to ci pomogło? Czy robię tu dobrą robotę? Powinnam wrócić do tego, co robiłam. Jest jeszcze jedna rzecz, w której jestem kiepska - utrzymywanie się w zadaniu. Przygotuj się na to.
Obiecuję, że jest wiele rzeczy, w których jestem dobry, i będę tak cierpliwy i miły, jak to tylko możliwe, kiedy będę cię ich uczył. Nie będę na Ciebie krzyczeć, gdy źle pokroisz cebulę, butternut squash czy fenkuł. (To są trudne sprawy.) Zdradzę Ci sekret wspaniałej zupy z kamienia i idealnie upieczonych ziemniaków. Pokażę Ci jak sprawić, żeby Twój pokój wyglądał jak z West Elm przy budżecie przeznaczonym na IKEA. Pokażę Ci, jak odlewać i dziergać szalik, jak nie wyglądać na zagubionego (nawet jeśli jesteś), jak rozpocząć rozmowę z zupełnie obcą osobą, jak jeść samemu w restauracji, nie wyglądając zbyt smutno, jak dawać przemyślane, krytyczne, życzliwe informacje zwrotne, jak napisać swoje imię kursywą, jak wytresować szczura, by biegał po kartonowym labiryncie, i jak bezbłędnie nałożyć eyeliner w płynie. Nauczę cię, że czytanie jest sexy, a słuchanie jest lepsze niż mówienie, szczerość jest konieczna, a strach jest nieunikniony. Nauczę cię, że jedyną drogą wyjścia jest przejście.
Zaufaj mi. Nie zawsze będzie idealnie. Nie zawsze będzie zabawnie. Będziemy nawalać po królewsku i czasami, kiedy jesteśmy zajęci sprzątaniem naszych okropnych bałaganów, tylko je pogarszamy. Ale pewnego dnia - nie wiem dokładnie kiedy, ale pewnego dnia - jedno z was będzie nakładać łyżeczką słoneczny sos hollandaise na jajka w sosie, a drugie będzie wciskać ciepłe cebulki tulipanów w miękką, pachnącą ziemię, a teraźniejszość i przyszłość połączą się i będziemy czymś nowym, czymś wyimaginowanym, co w jakiś sposób stało się rzeczywistością. I bez względu na to, co sobie wmawiam, bez względu na to, jak bardzo w to teraz nie wierzę, kiedy to się stanie... będę gotowa.
