Jak się tu dostałem?
Kiedy czołgam się na rękach i kolanach pod stołem w jadalni, zbierając to, co wydaje się być całym kłosem kukurydzy pod krzesłem mojego 18-miesięcznego syna, myślę sobie: "Jak się tu znalazłem?".
Zerkam i widzę mojego biednego kota, Malcolma, zaniedbywanego od narodzin mojego syna, a zapomnianego od narodzin naszych bliźniaków pięć miesięcy temu, który rozpaczliwie spogląda między swoją kocią zabawką a mną, jakby chciał powiedzieć: "Cóż, już tu jesteś. Równie dobrze możesz się ze mną pobawić." Ale nie mogę. Nie dlatego, że nie chcę. Bardziej dlatego, że bliźniaki są wyczerpane i wrzeszczą w salonie, w przeterminowanych pieluchach i śpioszkach oblepionych popołudniową plwociną, a mój syn rzucił makaronem w ścianę.
Na szczęście mój mąż zajmuje się bliźniakami i ich pieluchami, podczas gdy ja zajmuję się butelkami i resztkami obiadu. Takie są nasze noce. Takie są nasze dni. To jest moje życie. Niejasno pamiętam, że pracuję. Niewyraźnie pamiętam prowadzenie programów i uczenie psychologii w nocy. Pamiętam rozmowy z dorosłymi, ubieranie się w piątki, potlucks i Sekretne Mikołaje. Teraz nie pamiętam nawet, o której godzinie ostatnio karmiłam bliźniaki.
To jest wysiłek, i to bardzo uprzejmy, aby wyjść na spacer, pójść do skrzynki pocztowej, w zasadzie, aby istnieć w jakikolwiek sposób, który przypomina moje życie przed dziećmi. Czy narzekam? Nie jestem pewna. Czy nienawidzę tego? Nie mogę powiedzieć, że tak. Jednakże, gdybyś powiedział mi, powiedzmy, pięć, dziesięć lat temu, że wyjdę za mąż, natychmiast zajdę w ciążę (i mam na myśli natychmiast), przestanę pracować, urodzę syna, a następnie zajdę w ciążę cztery i pół miesiąca później - z bliźniakami - roześmiałabym ci się w twarz. Mocno. Śmiałabym się jeszcze mocniej, gdybyś mi powiedział, że mi się to spodoba.
Patrzyłam, jak moja imponująca kolekcja produktów do pielęgnacji paznokci i makijażu rozpada się i staje się bezużyteczna przez około dwa lata, kiedy byłam w ciąży. Pozwoliłam, aby moje uprawnienia do wykonywania zawodu straciły ważność, ponieważ ciąża bliźniacza wysokiego ryzyka uniemożliwiła mi udział w obowiązkowych szkoleniach. Przez półtora roku opłakiwałam utratę kariery. Pozwólcie, że powiem wam, że pojawienie się bliźniaków, kiedy macie już trzynastomiesięcznego syna, wyrwie was z tego stanu.
Nigdy nie byłam tak zajęta, ani nie pracowałam tak ciężko w ciągu moich 32 lat. Moje umiejętności i wykształcenie poszły na bok, aby zostać domową mamą. I chociaż nienawidzę tego w niektóre dni, i mam na myśli naprawdę nienawidzę tego, nienawidziłabym bardziej mieć nianię lub opiekunkę, aby zobaczyć jak moje dzieci uśmiechają się, raczkują lub mówią po raz pierwszy, lub być zbyt zmęczona lub zestresowana od pracy, aby zobaczyć (lub cieszyć się) to samemu.
Spędzam czas na rozmowach o kupie i rzyganiu, uśmiechach i przewracaniu się, i delektuję się marnymi piętnastoma minutami ciszy pod koniec dnia, zanim zasnę spokojnie. Odnajduję radość w tym, że mój syn poprawnie wymawia "dziękuję" lub widzę, jak czesze włosy i myje zęby. I w patrzeniu, jak twarze mojej rodziny, stwardniałe od czasu do czasu, miękną na widok moich dzieci.
Moja nienawiść do mojej sytuacji i "braku spełnienia" rozpłynęła się, gdy Matthew pochylił się i po raz pierwszy ucałował główki Michaela i Maggie. Zaskoczyłam nawet samą siebie.
Więc jest w porządku, tak myślę. Przynajmniej na razie.
