Syndrom drugiej ciąży

Kiedy byłam w ciąży po raz pierwszy, myślałam o tym nieustannie.

Fakt bycia w ciąży nigdy nie opuszczał mojego umysłu.

Czytałam książki, każdego wieczoru.

Książki o byciu w ciąży.

Książki o posiadaniu noworodka.

Książki o godzeniu pracy i macierzyństwa.

Śmieszne książki.

Poważne książki.

Książki o zmianach zachodzących z tygodnia na tydzień w moim ciele i w dziecku.

Teraz mam malucha.

A to dziecko będzie moim drugim.

Już w ogóle nie czytam.

Ani prenumerat czasopism, które piętrzą się z roku na rok.

Ani stosu bestsellerów, które kupiłam z optymistyczną nadzieją, że znajdę czas, by usiąść i zatracić się w jednej z nich.
w jednym z nich.

Nie chodzi nawet o pocztę elektroniczną, która zalewa moją skrzynkę odbiorczą i sprawia, że Gmail grozi zawieszeniem mojego konta.

Kiedy wychodziłam z domu, wszędzie cieszyłam się z uwagi, jaką przyciągało do mnie bycie w ciąży.

Mój brzuch był tablicą reklamową dla świata, obwieszczającą wspaniałą nowinę, że będę miała dziecko.

Teraz martwię się, co mój maluch, w ten boleśnie szczery, maluchowy sposób, ogłosi zupełnie obcym ludziom.
obcym ludziom.

Teraz muszę pamiętać o kubeczkach do picia, przekąskach i kremie przeciwsłonecznym.

Teraz mam szczęście, jeśli moje ubrania pasują i nie są pokryte masłem migdałowym, jogurtem lub granolą.

Nie mam luksusu rozkoszowania się faktem, że jestem w tej ciąży.

Ostatnio kilku przyjaciół, w różnych rozmowach, zapytało mnie, dlaczego nie mówię więcej o byciu w ciąży.

w ciąży.

To nie dlatego, że nie jestem podekscytowana.

Nie chodzi o to, że kocham to nienazwane dziecko mniej niż to, które już rządzi moim życiem.

Jestem podekscytowana.

I naprawdę kocham to dziecko.

W każdym calu tak samo jak pierwsze.

Ale są różnice między byciem pierworodnym a później urodzonym dzieckiem.

Przy pierwszym byłam w stanie skupić całą swoją uwagę, miłość i energię na jednym dziecku.

Z drugim, z definicji, mój czas i energia są podzielone.

I to jest w porządku.

Teraz rozumiem więcej niż dwa lata temu.

Spójrzmy prawdzie w oczy - jestem lepiej wykwalifikowana do opieki nad noworodkiem niż byłam.

Wiem dokładnie, co oznaczają terminy Roseola, trening snu i cesarskie cięcie.

Noszę blizny, na więcej niż jeden sposób, aby to udowodnić.

A teraz w naszej rodzinie jest zupełnie inna osoba, która będzie dorastać, by pokochać to dziecko.

Więc chociaż przykro mi, że ten maluch nie będzie miał korzyści z mojego uczestnictwa w kolejnych zajęciach "Umiejętności opieki nad niemowlętami" w lokalnym szpitalu, będzie mu lub jej dobrze.

Nawet wspaniale.

Idealnie kochane.

Ponieważ miłość, w przeciwieństwie do czasu i uwagi, nie jest czymś, co muszę dzielić.

I to jest naprawdę wszystko, co się liczy.