Powiedz "tak" bałaganowi
Podziękowania dla mamy blendera Tatiana Guerreiro Ramos za zgodę na opublikowanie tego wpisu na jej blogu.
Rodzynki między opuszkami psich łap. Naklejki na ich sierści, w miejscach, do których nie mogą sięgnąć. Zaschnięty płyn do dmuchania baniek, jakoś tak za uszami "" jak psie perfumy, może?
Woda wokół miski z wodą, rozbryzgana na brzegu przez przypadkową piłkę nożną, kopana w domu wbrew moim błaganiom, żeby tego nie robić. Proszę, nie. Proszę, nie. Proszę, nie. Proszę. Nie. Pleeeeeeeeaaaaase.
Skarpetki. Ręczniki. Piżamy. Spodenki piłkarskie. Ochraniacze na golenie. Wiele, wiele, wiele ochraniaczy na golenie. Wyrzucone. Kurwa. Wszędzie.
Zaschnięta pasta do zębów na umywalce. Jak zaschnięty Superglue. Nie, cement. Albo jeszcze lepiej, owsianka, tak, owsianka. Musiałam użyć krawędzi obcinacza do paznokci i łomu, żeby to zdjąć.
Błoto z lokalnego boiska do piłki nożnej. Na podłodze z kafelków. I wmieszane w fugę. I WOKÓŁ wycieraczki do drzwi. BAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!! Mata do drzwi!!! Zakupiona w przypływie optymizmu i złudzeń w Target. Taka ładna, taka błyszcząca, taka lśniąca i symbol domu wypełnionego ludźmi, którzy starannie wycierają stopy przy drzwiach. BAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!
Łóżka nieposłane, poduszki pogniecione i skopane w kąty, prześcieradła zwisające po bokach prycz, pluszaki z oszołomionymi minami, czekające na swoich ludzi, którzy wrócą do domu, przytulą się i znów będą na nich oddychać nieuczesanym oddechem.
Eksperymenty naukowe w plecakach "" dawniej z miłością przygotowywane, ale niezjedzone obiady. Teraz chłodna bryła żywej, galaretowatej pleśni, sącząca się z bocznej kieszeni.
Bielizna z plamami poślizgowymi.
Maleńkie okruszki wszystkiego na wszystkich rzeczach, przez cały czas, we wszystkich miejscach, w całym domu, w całym samochodzie, na całym świecie, we wszechświecie, w galaktyce i "O, przepraszam.
Chrupiące "coś" na blacie kuchennym. Dżem? Syrop klonowy? Smark? Możesz zgadywać tak samo dobrze jak ja.
Zabawki. Jasna cholera. Te zabawki.
Klocki LEGO nadepnięte w środku nocy, wywołujące ciche krzyki i obietnice zemsty w zaświatach na Ole Kirku Christiansenie, tym sadystycznym SOBIE, który wymyślił twarde, małe jak pieprz, plastikowe klocki. Po czym nastąpiły szczere przeprosiny, ponieważ jest on prawdziwym i czczonym bogiem w naszym domu.
Piankowe kule do pistoletów Nerf. Wszystkie. Jestem pewien, że wszystkie, które firma wyprodukowała. W doniczkach, w misce z wodą dla psów, za lodówką, na psach, przyklejone do chrupiącego "czegoś" na blacie kuchennym, między oknami a parapetami, pod kanapą, na szafkach.
Karty z Pokemonami. Figurki Pokemonów. Gry wideo z Pokemonami. Pluszaki z Pokemonami. Książki o Pokemonach. Pokemon. Pokemon. Pokefuckingmon.
Więcej bielizny z odciskami palców.
Płyn do mycia ciała, odżywka i, co niewytłumaczalne, klej z brokatem. Rozsmarowany. Wszędzie. Pod moim prysznicem.
Cukier puder. Posypany jak wróżkowy pył. Albo wąglik.
Czy to psy? Zawsze polujące na coś, cokolwiek, absolutnie cokolwiek, żeby to rozszarpać i rozrzucić w kawałkach, kawałeczkach i kawałeczkach po całym domu, a potem wysrać na dywan z bydlęcej skóry to, czego nie dało się strawić?
A może to był pomiot? Zawsze na polowaniu na coś, cokolwiek, absofuckinglutely cokolwiek, do rozdarcia i rozprzestrzeniania się w kawałki i kawałki i kawałki w całym domu, a następnie sranie, w niskim przepływie, oszczędność wody, nie może spłukać kurwa wszystko WC, co nie może być trawione?
Ooh, patrzcie, jeszcze więcej bielizny ze znakiem poślizgu! Przyklejone do spodni zrywkarza, który nie pofatygował się, by odczepić je od ubrania przed wyrzuceniem splątanej kuli ubrań w pobliże kosza.
Nie w. W pobliżu.
Lunchboxy plecaki parasolki stare formy wycieczek terenowych łyżki z chrupiącym "coś" pojemniki na jogurt opakowania Clif Barów magiczne różdżki There's My Lip Balm! sznurowadła do butów już nie noszone "drapiące" skarpetki rzucone z powrotem na mnie z drwiącymi spojrzeniami obrzydzenia jak nie możesz nawet kupić odpowiednich pieprzonych skarpetek mamo? Barbie but Ken koszula lalka dziecko wózek koło Play-Doh Play-Doh Play-Doh.
A tam, w rogu, moje dawne życie jako osoby z czystym domem. Macha do mnie z daleka czystymi rękami, chichra się czysto do siebie i robi bezczelne, cwane uwagi o tym, jak to mi powiedziało, prawda, o tak, powiedziało.
Wiesz co?
Odpierdol się, życie osoby z czystym domem.
Mam potomstwo, adoptowałam niesforne, neurotyczne psy, robię niedzielne rodzinne obiady, wędrówki po lesie, zapraszam rodzeństwo i ich przyjaciół bez domu, żeby zostali z nami, kiedy ty będziesz szukał innego miejsca do życia, chodzę (czasem z przymusu, odczep się od tych cholernych ekranów) na spacery z moim potomkiem, zgadzam się na kolację i film w łóżku mamy, i jestem teraz Osobą z Domem Bałaganiarskim, ale pełnym miłości.
Więc mówię "tak" dla bałaganu. Tak, tak, tak, po tysiąckroć tak.
