W końcu nauczyłam się odrzucać poczucie winy związane z karmieniem piersią i ty też powinnaś to zrobić
Płakałam, gdy otworzyłam pierwszą puszkę Similac dla naszej córki. Myślę, że to głównie z powodu braku snu i burzy hormonów poporodowych, ale także z powodu bólu serca.
Planowałam karmić wyłącznie piersią. W ciągu pierwszych kilku tygodni okazało się, że mam słabe zapasy. Chodziliśmy do specjalistów, brałam suplementy, poprawiliśmy zatrzask mojej córki. Budziłam się, by karmić (lub odciągać pokarm) co godzinę. Wypijałam tony wody. Ciągle musiałam sikać. I oszczędzę ci szczegółów na temat moich sutków, ale powiedzmy, że wciąż są w szoku.
Żaden z naszych wysiłków nie zdawał się pomagać. W każdym razie nie wystarczająco. Pod koniec dnia moja córka wciąż była głodna. Chciała więcej, a moje ciało nie miało już nic, co mogłoby jej dać. Niechętnie zgodziłam się na uzupełnianie pokarmu formułą. Uzupełnianie pokarmu doprowadziło do dalszych problemów z podażą i w końcu przestawiliśmy ją na wyłączne karmienie piersią w wieku trzech miesięcy.
Przy drugim dziecku miałam nadzieję, że będę mogła karmić dłużej, ale napotkałam ten sam problem z podażą pokarmu. W tym czasie miałam już także malucha, który wymagał mojej niepodzielnej uwagi za każdym razem, gdy siadałam, by nakarmić dziecko. Skończyło się na suplementacji już po kilku tygodniach, a nasze drugie dziecko było na wyłącznym karmieniu piersią już po dwóch miesiącach.
Czułam, że zawiodłam siebie i moje dzieci. Nie tylko raz, ale dwa razy. Zadręczałam się scenariuszami typu "Gdyby tylko...", które mogłyby/chciałyby/powinny ułatwić skuteczne karmienie piersią. Czułam się obciążona poczuciem winy.
Poczucie winy, że nie jestem w stanie wypełnić swojej najbardziej pierwotnej roli jako matka: karmienia mojego dziecka.
Poczucie winy, że poczułam się wyzwolona, kiedy przestałam karmić piersią. Nie musiałam już żyć według zegara, ponieważ mój mąż mógł nakarmić dziecko butelką. Wreszcie mogłam wypić margaritę bez obaw. Odzyskałam swoje ciało i kochałam je, ale nadal czułam się winna. Jakby moja autonomia została zdobyta tylko kosztem moich dzieci.
Poczucie winy, że wiem, że "pierś jest najlepsza". Czytałam niezliczone badania na temat korzyści płynących z karmienia piersią. Wiem, że powinno ono sprawić, że dzieci wyrosną na mądrzejsze, zdrowsze, odnoszące większe sukcesy itd. (Uwaga na marginesie: czy te wszystkie badania są naprawdę potrzebne? Czy jest tam ktoś, kto twierdzi, że pierś nie jest najlepsza? Mam wrażenie, że lepiej byłoby przeznaczyć te środki na leczenie raka).
Wszystkie te rzeczy sprawiają, że jestem wrażliwa na punkcie karmienia piersią. Jestem pewna, że te śmiertelne spojrzenia, które otrzymałam od innych mam, kiedy wyciągałam mleko z torby na pieluchy, są głównie w mojej głowie. Tak samo jak mama opowiadająca mi o najnowszych badaniach nad mlekiem matki nie sugeruje celowo, że moje biedne dziecko karmione mieszanką będzie dorastać i mieszkać w furgonetce zaparkowanej na naszym trawniku.
Ale czasami tak właśnie się czuję. Niepewność, którą odczuwam, tocząc swoje własne bitwy z karmieniem piersią, jest bardzo realna. Czuję ciągłą potrzebę obrony faktu, że moje dzieci są karmione mieszanką.
Pediatra mojego syna wspomniał kiedyś mimochodem, że nasze dziecko "nie miało korzyści z naturalnych odporności zawartych w mleku matki", a coś w głębi mnie chciało krzyknąć: "Ty też nie! Zrobiłam WSZYSTKO, co mogłam, OK?".
Ale przypomnienia, że karmienie piersią jest najbardziej korzystne, są nieuchronne. Grupy wsparcia, PSA, niezliczone badania, cały miesiąc poświęcony tej sprawie. Te przypomnienia są ważne, ale dla mnie są to ciągłe przypomnienia o związku z karmieniem piersią, którego nigdy nie miałam. Tej świętej więzi, którą planowałam i na którą miałam nadzieję, i którą opłakiwałam, kiedy się nie pojawiła.
Bardzo bym chciała odkryć grupę wsparcia dla innych mam karmiących formułą, które były w takiej samej sytuacji jak ja. Byłoby wspaniale mieć naszą własną ligę, w której moglibyśmy zapytać o takie rzeczy jak:
"Jaka jest sztuczka, aby uzyskać tę ostatnią łyżkę z tej przeklętej puszki?"
Albo: "Wiem, że powinnam ją wyrzucić po 60 minutach, ale minęło już 70. Jak bardzo jest to złe w skali od jeden do możesz-potencjalnie-zatruć-swoje dziecko?".
Albo: "Dlaczego coś, czego moje dziecko potrzebuje do przeżycia, jest tak cholernie drogie?".
Nie próbuję odbierać niczego mamom karmiącym piersią. Naprawdę nie próbuję. Wiem z pierwszej ręki, że jest to ogromnie ciężka praca. Przyklaskuję ci i wspieram twoją zdolność do karmienia piersią, gdziekolwiek chcesz, kiedy chcesz, tak długo, jak chcesz. Mówię tylko, że ludzie decydują się nie karmić piersią z wielu powodów. I spośród wszystkich mam, które znam, żadna z nich nie przestała karmić piersią z wygody czy próżności.
Dopiero teraz zaczynam doceniać zalety mojej własnej podróży. Jestem dumna z mojego ciała, że wydało na świat dwójkę pięknych dzieci i zrobiło wszystko, co w jego mocy, by karmić je tak długo jak ja. Jestem dumna, że byłam w stanie wykarmić moje dzieci i utrzymać je w zdrowiu i sile, nawet jeśli nie jest to sposób, jaki sobie zaplanowałam.
Nauczyłam się, że życie jest zbyt krótkie i zbyt cenne, by czuć się winnym z powodu rzeczy, których nie możemy zmienić. Wszystko, co możemy zrobić, to próbować, uczyć się i doceniać to, co nam się po drodze udaje.
Related post: Dla mamy, która nie karmiła piersią
